środa, 18 stycznia 2012
pieprz to.
Ale wiesz… licz się z tym, że pewnego dnia go spotkasz. Tak po prostu, tak o. Może właśnie pójdziesz przez park. Może będziesz w drodze do koleżanki, w swoich ulubionych dresach. Na jego widok poczujesz fale gorąca rozpływającą się po Twoim ciele, serce zacznie tłuc się w klatce piersiowej jak oszalałe, ręce zaczną się pocić, do oczu napłyną łzy. Przejdziecie obok siebie. Miniecie się, a Ty zwolnisz krok. Nie będziesz w stanie się odwrócić, spojrzeć w tył. Jedyne na co Cię będzie stać, to dojście do najbliższej ławki i zalanie się łzami. Wtedy właśnie, siedząc na tej cholernej ławce, z rozmazanym makijażem, wtedy właśnie znów włączysz tą cholerną smutną piosenkę i zrozumiesz, że on był wszystkim, choć był tak krótko. To wszystko wróci. Te wszystkie wspomnienia. To wróci. TO BĘDZIE WRACAĆ JUŻ ZAWSZE. Ale dzisiaj, dzisiaj po prostu to pieprz…
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
(cytaty) Manuela Gretkowska - Kabaret metafizyczny

• - Następny zazdrośnik. - Giugiu opadł na krzesło. - Miłość jest ślepa i dlatego obmacuje.
• - Nie rozumiem. On jest nienormalny, wyrzuciłam go z domu i on naprawdę się wyprowadził.
• Ty mnie nie kochasz, choćby mi się wyrżnął dodatkowy chuj mądrości, ty mnie nie pokochasz. Miłość nie zależy od płci, miłość zależy od duszy. Zboczeńcem jest ten, który kocha tylko kobiety albo mężczyzn, bo wtedy kocha płeć, a nie człowieka. Ja bym cię kochał, choćbyś była mężczyzną, motylem, kamieniem przydrożnym. Ty szukasz mężczyzny - kangura, nie miłości.
sobota, 6 sierpnia 2011
czas goni nas.
poniedziałek, 11 lipca 2011
ciężkie czasy dla marzycieli.
Powinnam napisać: jest dobrze, jest lepiej. A więc - jest dobrze, jest lepiej. Powinnam skakać z radości, ale zrozum. nigdy jeszcze nie wiązałam się z b a b i a r z e m. wiem, że mnie nie zdradzisz. ale to takie... eh, będzie ciężko, to znaczy mi. muszę ogarnąć, nie myśleć aż tyle. bez sensu, nic mi to nie daje. chcę Ciebie. nie wiem co z tego będzie, być może cholernie mnie zranisz. ryzykuję. to już postanowione. ponoć miłości trudne są piękne.
Chcesz zrozumieć, czym jest rok życia? Zapytaj o to studenta, który oblał roczny egzamin. Czym jest miesiąc życia, powie Ci matka, która wydała na świat wcześniaka, i czeka, by wyjęto go z inkubatora, bo dopiero wówczas będzie mogła przytulić swoje maleństwo. Zapytaj, co znaczy tydzień robotnika pracującego na utrzymanie rodziny w fabryce, albo kopalni. Czym jest dzień, powiedzą Ci rozdzielani kochankowie, czekający na kolejne spotkanie. Co znaczy godzina, wie człowiek cierpiący na klaustrofobię, kiedy utknie w zepsutej windzie. Wagę sekundy poznasz, patrząc w oczy człowieka, który uniknął wypadku samochodowego, o ułamek sekundy pytaj biegacza, który zdobył na igrzyskach olimpijskich srebrny medal, a nie ten złoty, o którym marzył przez całe życie. Życie to magia…
sobota, 9 lipca 2011
nie uciekaj już.
zbyt daleko się zagalopowaliśmy, aby teraz się wycofać.
brniemy w coś, w co nie powinniśmy.
dążymy do celów, które nie są warte poświęcenia.
kochamy ludzi, którzy na to nie zasługują.
zbyt późno, nasza podświadomość wysyła nam sygnały,
że popełniamy jeden z życiowych błędów.
w dodatku, tych których już nie zdołamy cofnąć.
dzisiaj. proszę, nie wystaw mnie znowu. po prostu MUSZĘ Cię zobaczyć, porozmawiać z Tobą. inni myślą, że jestem silna. uśmiecham się, czy coś. żartuje jak zawsze. ale wiecie, to cholernie rozpierdala mnie od środka. zanim Cię poznałam, gdyby ktoś zapytał o "wszystkich facetów mojego życia", wymieniłabym dwóch. ale teraz, dzisiaj, wypowiedziałabym tylko Twoje imię. boże, to chyba niezdrowie kochać tak bardzo.
poniedziałek, 4 lipca 2011
gdy było do siebie nam bliżej niż blisko...
że znów się widzimy Inaczej niż wtedy obcymi słowami
Patrzymy na siebie Gdy było do siebie Ty serce masz chłodne
w spokojnej udręce Nam bliżej niż blisko I chłodne masz ręce
Spojrzenia spłowiały To było niedawno Za chwilę pójdziemy
Przez lata i zimy a mówi się kiedyś Innymi drogami
Dziś tylko się znamy Dziś tylko się znamy Bo tylko się znamy,
Nic więcej... To wszystko... Nic więcej...
wtorek, 21 czerwca 2011
noc się kiedyś skończy...
jutro zakończenie roku. cóż. nie jest mi specjalnie żal, zobaczę się ze swoją klasą w przyszłym roku szkolnym. szczerze mówiąc? nie obchodzi mnie to kompletnie. moje plany są takie: wyglądać jutro zajebiście. tylko tyle. i tak Cię nie spotkam, więc nie wiem po co mi to.
do cholery. ja wiem, że dałabym radę... że mogłabym przeżyć bez Ciebie, ale ja nie chcę, rozumiesz? po prostu nie chcę. wiesz czego chce? żebyś się odezwał, napisał cokolwiek, choćby "zostaw mnie w spokoju", żeby wszystko było jasne...
wiem, że tak tego nie zostawię. zadzwonię do Ciebie, wiesz, ale cholernie się boję. wiem, że kiedy usłyszę Twój głos...
po prostu jesteś mi zajebiście do szczęścia niezbędny.
Absolutely nothing.
piątek, 17 czerwca 2011
ryzykuj.
cholera, nie rozumiem Cię kompletnie. zależy, nie zależy, zależy, nie zależy? może po prostu boisz się sparzyć, przejechać... spierdolić. w zasadzie to rozumiem. tylko. nie chcę sobie robić nadziei. też nie chcę się rozczarować, wiesz? ale trudno. już postanowiłam, postanowiłam że najwyżej wyjdę na słodką idiotkę. trudno.
ale jeśli uznasz, że lepiej, abyśmy zostali przyjaciółmi, to spoko.
kurde? mówisz to z takim spokojem? znowu dylemat. zależy, nie zależy, zależy, nie zależy? cholera. to trudne, wiesz?
zrobiłam wszystko co mogłam, co nie przekroczyło granicy 'narzucania się'. teraz Twój ruch, Dziubku.
...i nie zapomnę sobotniej nocy, kiedy cholernie upita, o trzeciej nad ranem, śpiąc w jednym łóżku z koleżanką, powtarzałam dupek dupek dupek co za dupek! nie bądź naiwna, nie bądź kurwa cipką. ja pierdole, jaki dupek. dupek dupek dupek.
zasnęłam chyba ze zmęczenia, wiesz, ale nawet tamtej nocy musiałeś mi się przyśnić.
piątek, 3 czerwca 2011
miłość zabija.
Moje najlepsze miejsce na świecie jest gdzieś pomiędzy Twoim prawym, a lewym ramieniem...
Można pokochać w tydzień? Miesiąc? Można? Można. Można w ciągu kilku krótkich chwil uświadomić sobie, że zależy nam na kimś i lubimy kogoś trochę za bardzo, niż powinniśmy...
Nie wiem co robić. Znowu. Tęsknię. Robię sobie wolne od szkoły, od ludzi. Leżę w bezruchu na podłodze i zastanawiam się jak nazwać to, co do Ciebie czuję. Zauroczenie? Nie, nie sądzę. Nie idealizuję Twojego wizerunku w mojej głowie. Cholera, no. Zaufałam Ci, nie spierdol tego. Trudno - najwyżej się rozczaruję. Pozostaje jeszcze jedna kwestia - czy Ty też to czujesz...?
Budzę się w nocy o 1.11
Tymbark mi nie pomaga. "Trzymaj mnie mocno!".
Nie ogarniam?
sobota, 7 maja 2011
miesiąc.
Potoki mają swe łoża -
I mają granice morza
Dla swojej fali -
I góry, co toną w niebie,
Mają kres dany dla siebie,
Nie pójdą dalej!
Lecz serce, serce człowieka,
Wciąż w nieskończoność ucieka
Przez łzy, tęsknoty, męczarnie
I wierzy, że w swoim łonie
Przestrzeń i wieczność pochłonie
I niebo całe ogarnie.
czwartek, 5 maja 2011
powrót do przeszłości.
Pewien mężczyzna o zachodzie słońca wybrał się na spacer opustoszałym brzegiem morza. Nagle zobaczył jakiegoś innego mężczyznę, który wciąż się schylał, podnosił rozgwiazdy wyrzucone przez morze i wrzuca je z powrotem do wody:
- Co robisz? - zapytał mężczyznę
- Był odpływ i morze wyrzuciło te rozgwiazdy na brzeg więc jeśli nie wrzucę ich do morza umrą z braku tlenu.
- Ale przecież rozgwiazd jest na tej plaży tysiące a takich plaż setki. W żaden sposób nie uratujesz wszystkich. Nie sądzisz więc, że to co robisz nie ma znaczenia? Mężczyzna uśmiechną się, schylił się po kolejną rozgwiazdę i wrzucił ją do wody mówiąc:
- Ma znaczenie dla tej.
niedziela, 1 maja 2011
jesteś potrzebny.
rozumiem, że nie powinnam wymagać zbyt wiele.. może się tego boję. tak więc pozostaje mi zadowalać się być-może-kilkoma-krótkimi-rozmowami-w-ciągu-dnia i być-może-godzinnymi-nie-mogącymi-się-zakończyć-rozmowami-na-gg. tylko, że teraz nie ma nawet tego. coś się urwało, whatever?
Nie chcę byćtylko niepotrzebnym i nieważnymurywkiem Twojego życia.
pewnie znowu wszystko spierdoliłam. pewnie poczułeś, że coś jest nie tak. jasne, że poczułeś.
a potem myślisz, że Ci nie ufam, że mam przed Tobą jakieś tajemnice i jest Ci przykro..
zaprzeczam sama sobie. chodzi, cholera jasna, o Ciebie. nie wiem, niby jest dobrze, przyjaźń damsko-męska.. ale tak jakbym oczekiwała czegoś więcej. śnisz mi się po nocach, najlepsze i najgorsze zakończenia naszej znajomości.
to męczące. nie mogę wytrzymać sama ze sobą. a teraz siedzę tu jak ostatnia idiotka i widzę, że jesteś dostępny, i wiem, że nie napiszę, i zastanawiam się cholera dlaczego. tyle niejasności, sprzeczności...
powiedz mi, czy ja jestem dla Ciebie ciężarem?
Coś nowego.
Jedna wielka przebudowa.
Można usunąć z linków, to już nie jest blog z recenzjami.
Pozdrawiam, Nowa właścicielka tego adresu.
czwartek, 5 sierpnia 2010
Podsumowanie miesięczne nr 5: Lipiec (2 recenzje)
Łączna ilość stron zrecenzowanych pozycji: 320
Filmy zrecenzowane: 1
Inne wpisy: 0
Jest lepiej niż w poprzednim miesiącu. Chyba powoli wracam. Powoli. ;)
piątek, 30 lipca 2010
Debbie Macomber - „Rezydencja nad urwiskiem”
Opis: Zatoka Cedrów Cedar Cove to malownicze miasteczko nieopodal Seattle.Mieszkańcy kochają się, zdradzają, nienawidzą się i rozchodzą jak wszędzie na świecie. Mają swoje historie, swoje sekrety. Tylko że tutaj nikt nie jest anonimowy. Ktoś zawsze pomoże ci rozwiązać problem, nawet gdy tego nie chcesz? Rozwód Rosie i Zacha Coksów przeszedłby w Cedar Cove bez większego echa, gdyby nie kolejny kontrowersyjny werdykt Olivii Lockhard, miejscowej sędziny. Przyznała Rosie i Zachowi wspólną opiekę nad dziewięcioletnim synem i piętnastoletnią córką, jednak zastrzegła, że dzieci nie będą mieszkać na zmianę u jednego z rodziców. Pozostaną w należącej do Coksów rezydencji nad urwiskiem, gdzie Rosie i Zach będą się pojawiać w dniu swoich dyżurów. Ta decyzja zmusza skłóconą parę do ścisłej współpracy.
Liczba stron: 320
Recenzja: nr 20 :)
Książka wygrana u Skarletki. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Debbie Macomber i jej twórczości, tak więc prawdopodobnie gdyby nie ta odrobina szczęścia - nigdy nie miałabym w swoich rękach "Rezydencji nad urwiskiem".
Na początku książki poznajemy mieszkańców Ceder Cove. Trochę mi przeszkadzało to, że w każdym następnym z pierwszych rozdziałów pojawia się dwóch czy trzech nowych bohaterów, bo później trudno jest się we wszyskim połapać.
„- Jak to zrobiłeś? - spytała miękko. - Jak zdołałeś wybrać najwłaściwszą chwilę, by podpatrzeć kobiece serce?
Pochylił głowę, jakby nie zrozumiał pytania, ale Maryellen wiedziała, że pojął je doskonale. Kochała Katie tak bardzo, że jej widok na chwilę wstrzymał bicie jej serca. I właśnie ten moment Jon utrwalił.”
Wielu bohaterów ma za sobą jakąś przeszłość, która kładzie się cieniem na teraźniejszości i utrudnia życie.
Zach i Rosie wzięli rozwód (przez głupstwo), jednak z powodu kontrowersyjnego werdyktu miejscowej sędziny są skazani na ścisłą współpracę między sobą. Muszą stawić czoło zbuntowanej córce. Omawiając wspólnie wszystkie sprawy związane z wychowaniem dzieci i rachunkami, na nowo zbliżają się do siebie.
Autorka ma trochę początkujący styl. Są takie momenty, w których wszystko dzieje się za szybko. Ucieka. Nie mniej jednak dobrze bawiłam się przy czytaniu tej książki, sprawdziła się w czasie podróży i podczas wygrzewania się na słoneczku. ;)
Zakończenie - jak można się łatwo domyślić - szczęśliwe, choć autorka nie zakończyła wszystkich wątków, w tym śledztwa, którego byłam ciekawa. Może to być zapowiedź kolejnej części.
poniedziałek, 5 lipca 2010
„Zło” (2003) - dramat
Gatunek: Dramat Reżyseria: Mikael Håfström
Scenariusz: Mikael Håfström, Hans Gunnarsson (więcej...)
Premiera: 4 lutego 2005 (Polska) 2005-02-04 16 maja 2003 (Świat) 2003-05-16
Produkcja: Dania, Szwecja
Muzyka: Francis Shaw
Zdjęcia: Peter Mokrosinski
Na podstawie: Jan Guillou "Ondskan" (powieść)
Dystrybucja: Kino Świat
Inne tytuły: Evil
Ondskab
16-letni Erik bity w domu przez ojczyma wyżywa się na szkolnych kolegach. Kiedy zostaje wyrzucony ze szkoły matka zapisuje go do internatu w Stjärnsberg. Jednak nawet temu miejscu daleko jest do ideału - panuje tam "duch koleżeństwa", "koleżeńskie wychowanie" w które święcie wierzą nauczyciele. Tak naprawdę starsi uczniowie brutalnie znęcają się nad młodszymi i oczekują od nich posłuszeństwa i szacunku. Erik nie ma zamiaru się podporządkować.

"Zło" to brutalny film o źle wykorzystywanej władzy i wymuszaniu szacunku. To także film o silnym i niezłomnym charakterze. Erik Ponti przewyższa swoich starszych kolegów nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Nie jest tchórzem, "szczurem", choć takie dostał przezwisko, gdy zachował zdrowy rozsądek i nie stawił się na placu. To inteligentny chłopak, który potrafi kochać. I potrafi być prawdziwym przyjacielem.
Oglądałam ten film dwa razy i wciąż na nowo mnie zaskakuje, na nowo budzi emocje, na nowo poraża brutalnością. Zakończenie jest moim zdaniem bardzo dobre - zostawia widza sam na sam ze sobą, pozwala się wyciszyć i oddać przemyśleniom - bo koło "Zła" nie da się przejść obojętnie.
Ocena: 10/10 - to trzeba zobaczyć!
piątek, 2 lipca 2010
Podsumowanie miesięczne nr 4: Czerwiec (1 recenzja!)
Łączna ilość stron zrecenzowanych pozycji: 288
Inne wpisy: 1
Aż żal robić to podsumowanie, spóźnione zresztą, bo jeszcze bardziej się pogrążyłam. Przeczytałam jedną książkę w czasie 30-dniowego miesiąca. Masakra. Gdyby tego było mało - zaniedbałam zarówno Wasze blogi jak i swój. I chyba nawet nie mam nic na swoją obronę. Przyznaję, że przez chwilę myślałam o kasacji bloga, ale jednak tego nie zrobię. Za jakiś czas znów założyłabym nowy. ;) Trochę dziwnie się czuję, bo dawno mnie tu nie było.
A kysz, Leniu!
sobota, 5 czerwca 2010
Nicholas Sparks - „List w butelce”
Opis: Teresa, znana dziennikarka, podczas wakacji na Cape Code znajduje na plaży butelkę, a w niej wzruszający list miłosny napisany do zmarłej żony przez mężczyznę o imieniu Garett. Przejęta do głębi wymową listu, pragnie poznać człowieka, który potrafi tak mocno i wiernie kochać. Autor o swojej książce: „Uważam List w butelce za historię bardzo osobistą. Źródłem inspiracji były losy mojego ojca, kompletnie zdruzgotanego po śmierci mojej matki. List w butelce stanowi studium konfliktu uczuciowego, jaki przeżywał ojciec, a mianowicie czy można zakochać się ponownie po utracie prawdziwej miłości.”
Liczba stron: 288
Recenzja: nr 19
Od dawna planowałam zaczęcie przygody z tym autorem. W końcu zaczęły męczyć mnie czytelnicze sumienie i udałam się do biblioteki. Niestety (a może i stety?), książki, od której chciałam zacząć, nie było. Sięgnęłam po „List w butelce”. Czy był to dobry wybór?
Początek był mi już znany z filmu, który pamiętam dość niewyraźnie, tak więc - na szczęście - wszystko po za kilkunastoma pierwszymi stronami było dla mnie nowe. List, który pewnego dnia Teresa znalazła na plaży, mógł więc zaintrygować i wzruszyć także mnie.
Teresa wiedzie życie samotnej matki. Kevin, jej syn, wyjeżdża do ojca w określonych przez sąd terminach. Teresa nie myśli o randkach - do tej pory jedną z największych przeszkód był jej syn. Mężczyźni, z którymi się umawiała, nie chcieli angażować się w taki związek. List, który znajduje pewnego ranka, wzrusza ją. Chce poznać mężczyznę, który potrafi być wierny i kochać tak mocno.
Garret nie spotyka się z nikim od śmierci żony. Wiedzie życie samotnika, a jedyną osobą, z którą regularnie widuje się po pracy jest jego ojciec - on też stracił kiedyś żonę. Nie potrafił się z tym pogodzić, a wszystko to obserwował dorastający Garret.
Pewnego dnia Garret dostrzega kobietę przyglądającą się "Happenstace". Kobietę, która odmieni jego życie. Spotkanie tych dwojga zaowocuje ogromną miłością.
„- Będę liczył dni. Tym razem przywieziesz ze sobą
Kevina?Kiwnęła głową.
- To dobrze, chcę go poznać. Jeśli jest choć trochę do ciebie
podobny, to na pewno się dogadamy.- Nie wiątpię.
- Do zobaczenia. Cały czas będę myślał o tobie.
- Naprawdę?
- Oczywiście. Już o tobie myślę.
- Tylko dlatego, że siedzę ci na kolanach.”
Garret będzie musiał zmierzyć się z trudnymi pytaniami...
Czy można pokochać kogoś po utracie prawdziwej miłości? Jak poradzić sobie z pojawiającym się uczuciem winy i wciąż powracającymi wspomnieniami? Jak pozbyć się bólu? Jak pogodzić się ze śmiercią ukochanej? Jak ułożyć sobie życie, kiedy od siedmiu lat żyje się przeszłością?
Jest zabawnie, intrygująco, są cienie przeszłości, ogromne uczucia, dobrze wykreowane postacie, świetny pomysł na fabułę, jest także wzruszająco. Czy można chcieć czegoś więcej? Radzę zaopatrzyć się w dużą ilość chusteczek higienicznych. Mi były potrzebne w ostatnim rozdziale...
PS: Chyba dołączę do fanek Sparksa.
wtorek, 1 czerwca 2010
Podsumowanie miesięczne nr 3: Maj (4 recenzje)
Książki zrecenzowane: 4 (w tym przeczytanych w tym miesiącu: 3)
Łączna ilość stron zrecenzowanych pozycji: 1072 (w tym przeczytanych w tym miesiącu: 832)
Inne wpisy: 2
Maj nie był dobrym miesiącem jeśli chodzi o czytelnictwo. "Obudziłam" się dopiero w połowie tego miesiąca, wcześniej pisałam pamiętnik i opublikowałam jedną starą recenzję. Cieszę się, że udało mi się zapoznać w końcu z dawno planowanym "Dziennikiem Bridget Jones". I to chyba jedyny plus. ;)
piątek, 28 maja 2010
Sandra Paretti, Susanne Scheibler - „Płomienny ptak”
Opis: Inga, egocentryczna i kapryśna, szukająca poklasku i uwielbienia, czując się zaniedbywana przez męża, dużo starszego od niej naukowca, szuka szczęścia w ramionach kochanka. Marzą z Erykiem o wspólnej przyszłości. Sara, dziewiętnastoletnia córka Ingi, nie wiedząc, że matka od kilku lat jest związana z Erykiem, traci dla niego głowę, on także bez pamięci zakochuje się w dziewczynie. Ta sytuacja dla wszystkich okaże się brzemienna w skutki... Liczba stron: 256
Recenzja: nr 18
Skusiłam się na tę książkę, ponieważ zainteresował mnie opis. Spodziewałam się trudnych decyzji, dramatu, sprawiającej ból miłości. Jednocześnie byłam ciekawa zachowania Ingi i Eryka, a przede wszystkim - Sary. Niestety, trochę się rozczarowałam.
Na początku czytanie szło mi opornie. Styl trochę mi przeszkadzał. Takie uważanie, by nie powtórzyć wyrazu i szukać na siłę innego, co czasem miało odwrotne skutki i kojarzyło mi się z polonistą, przestrzegającym wciąż, by nie powtarzać słów. Na szczęście nie jest to aż tak rażące i da się przyzwyczaić.
Autorki wybrały sobie trudny temat pełny uczuciowych rozterek, ale nie do końca umiały sobie z nim poradzić. Na pozór wszystko było w porządku, jednak jeśli przyjrzeć się głębiej... w niektórych miejscach zachowania bohaterów były sztuczne i nienaturalne. Najbardziej dotyczy to Ingi, poważnie chorej kobiety. Nie jestem wybitną znawczynią ludzkiej natury, acz niektóre fragmenty były dla mnie dziwne.
Inga urodziła się po to, by być kochaną. By zawsze dostawać to, czego pragnie, nawet o to nie prosząc. Nie umiała dziękować. We wszystkich widziała wrogów, jednak to ona sama była swoim największym. Powoli niszczyła samą siebie. Autorki jednak omówiły ten temat - zresztą jak każdy inny - dość powierzchownie.
Nie żałuję przeczytania „Płomiennego ptaka”. Nie rzucił mnie on też na kolana. To bardzo przeciętna książka, a szkoda, bo po opisie spodziewałam się czegoś więcej.
„- Pamiętasz, jak się bawiliśmy w posypywanie jeziora gwiazdami? - zagadnęła, a ojciec skinął w myśleniu.
Zebrała kilka kamyczków i wrzuciła jeden za drugim do wody. Krople pryskały w górę, a w miejsce kamienia pojawiały się drobne kręgi. W promieniach zachodzącego słońca wyglądało to rzeczywiście tak, jakby w wodzie rozbłyskiwały gwiazdy.”



