środa, 18 stycznia 2012

pieprz to.

No dawaj. Przestań o nim myśleć. Nie pisze, nie dzwoni. Nie odzywa się? Widocznie mu nie zależy.  Po co tracisz czas na niego, usprawiedliwiasz jego milczenie. Komputer mu się zepsuł, zgubił Twój numer, nie ma pieniędzy na koncie? Tak, tak to sobie tłumaczmy; będzie łatwiej.  Odpuść sobie, daj sobie spokój.  Choćby skały pękały i mury się waliły – gdyby tylko chciał, znalazłby sposób żeby do Ciebie napisać. Więc odpuść, jedyne co teraz musisz zrobić to powiedzieć sobie ‘pieprzyć to’. Nie mówię Ci – ‘zapomnij’. Bo się nie da. Mówię – ‘pieprz to’. Po prostu to pieprz. Dobrze wiesz, że to nie ma prawa bytu. Nie ma, bo on jest kretynem. A Ty jesteś już dużą dziewczynką, więc porzuć te swoje durne marzenia. Może uda Ci się nie myśleć o nim cały dzień, ale on i tak Ci się przyśni. Jeśli tylko masz wystarczająco silnej woli, możesz wykasować jego numer, ale i tak znasz go na pamięć. Nie patrz  w lustro. Nie patrz na te zatracone zmysły, spuchłe powieki, spierzchnięte usta. Po prostu wyjdź z domu, wyjdź gdziekolwiek. Możesz nawet przejść pod jego domem. Możesz przejść się trasą Waszego pierwszego wspólnego spaceru.  Możesz nawet iść w miejsce, gdzie dawniej często przesiadywałaś. Tam się poznaliście... Przecież nie powiedziałam Ci – ‘zapomnij’. Powiedziałam – ‘pieprz to’. Wychodź z domu codziennie, gdziekolwiek, tylko nie rób tego co teraz. Nie siedź sama, nie słuchaj setny raz tej samej piosenki, nie zaniedbuj wszystkich znajomości. Nie warto. Poznaj kogoś. I nie przekreślaj z góry tylko dlatego, że jego oczy i uśmiech nie są tak samo czarujące. Że nie patrzy w taki sposób. Przecież te oczy, ten uśmiech, to spojrzenie – przecież to są rzeczy, które pieprzysz. Po prostu żyj, baw się i śmiej się dużo. Nie płacz, kiedy gdzieś przypadkiem usłyszysz jego imię. Nie płacz, kiedy ktoś Cię o niego spyta. Nie płacz, kiedy wiadomość od obcego numeru, nie okaże się tą napisaną przez niego… Pamiętaj – ‘pieprz to’…


Ale wiesz… licz się z tym, że pewnego dnia go spotkasz. Tak po prostu, tak o. Może właśnie pójdziesz przez park. Może będziesz w drodze do koleżanki, w swoich ulubionych dresach. Na jego widok poczujesz fale gorąca rozpływającą się po Twoim ciele, serce zacznie tłuc się w klatce piersiowej jak oszalałe, ręce zaczną się pocić, do oczu napłyną łzy. Przejdziecie obok siebie. Miniecie się, a Ty zwolnisz krok. Nie będziesz w stanie się odwrócić, spojrzeć w tył. Jedyne na co Cię będzie stać, to dojście do najbliższej ławki i zalanie się łzami. Wtedy właśnie, siedząc na tej cholernej ławce, z rozmazanym makijażem, wtedy właśnie znów włączysz tą cholerną smutną piosenkę i zrozumiesz, że on był wszystkim, choć był tak krótko.  To wszystko wróci. Te wszystkie wspomnienia. To wróci. TO BĘDZIE WRACAĆ JUŻ ZAWSZE. Ale dzisiaj, dzisiaj po prostu to pieprz…

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

(cytaty) Manuela Gretkowska - Kabaret metafizyczny

http://empikmedia.pl/c/kabaret-metafizyczny-b4367.jpg
• - Następny zazdrośnik. - Giugiu opadł na krzesło. - Miłość jest ślepa i dlatego obmacuje.

• - Nie rozumiem. On jest nienormalny, wyrzuciłam go z domu i on naprawdę się wyprowadził.

• Ty mnie nie kochasz, choćby mi się wyrżnął dodatkowy chuj mądrości, ty mnie nie pokochasz. Miłość nie zależy od płci, miłość zależy od duszy. Zboczeńcem jest ten, który kocha tylko kobiety albo mężczyzn, bo wtedy kocha płeć, a nie człowieka. Ja bym cię kochał, choćbyś była mężczyzną, motylem, kamieniem przydrożnym. Ty szukasz mężczyzny - kangura, nie miłości.

sobota, 6 sierpnia 2011

czas goni nas.

spać pod namiotem, biegać, spacerować, patrzeć w niebo, patrzeć na gwiazdy, tańczyć w deszczu, śmiać się, mówić prawdę, żartować, rozmawiać, rozmawiać, pisać, rozmawiać, spotykać się, całować, jeszcze trochę całować, nie myśleć za dużo, słuchać muzyki, nie spać całą noc, oglądać filmy, filmy, planować, marzyć, poznawać ludzi, być sobą. żyć...

poniedziałek, 11 lipca 2011

ciężkie czasy dla marzycieli.

Cudowna pogoda. spieprzyła się przed chwilą, dobrze że zdążyłam wrócić do domu.
Powinnam napisać: jest dobrze, jest lepiej. A więc - jest dobrze, jest lepiej. Powinnam skakać z radości, ale zrozum. nigdy jeszcze nie wiązałam się z b a b i a r z e m. wiem, że mnie nie zdradzisz. ale to takie... eh, będzie ciężko, to znaczy mi. muszę ogarnąć, nie myśleć aż tyle. bez sensu, nic mi to nie daje. chcę Ciebie. nie wiem co z tego będzie, być może cholernie mnie zranisz. ryzykuję. to już postanowione. ponoć miłości trudne są piękne.

Chcesz zrozumieć, czym jest rok życia? Zapytaj o to studenta, który oblał roczny egzamin. Czym jest miesiąc życia, powie Ci matka, która wydała na świat wcześniaka, i czeka, by wyjęto go z inkubatora, bo dopiero wówczas będzie mogła przytulić swoje maleństwo. Zapytaj, co znaczy tydzień robotnika pracującego na utrzymanie rodziny w fabryce, albo kopalni. Czym jest dzień, powiedzą Ci rozdzielani kochankowie, czekający na kolejne spotkanie. Co znaczy godzina, wie człowiek cierpiący na klaustrofobię, kiedy utknie w zepsutej windzie. Wagę sekundy poznasz, patrząc w oczy człowieka, który uniknął wypadku samochodowego, o ułamek sekundy pytaj biegacza, który zdobył na igrzyskach olimpijskich srebrny medal, a nie ten złoty, o którym marzył przez całe życie. Życie to magia…

sobota, 9 lipca 2011

nie uciekaj już.

myśl, że 'nie warto' dochodzi do nas zdecydowani za późno.
zbyt daleko się zagalopowaliśmy, aby teraz się wycofać.
brniemy w coś, w co nie powinniśmy.
dążymy do celów, które nie są warte poświęcenia.
kochamy ludzi, którzy na to nie zasługują.
zbyt późno, nasza podświadomość wysyła nam sygnały,
że popełniamy jeden z życiowych błędów.
w dodatku, tych których już nie zdołamy cofnąć.



dzisiaj. proszę, nie wystaw mnie znowu. po prostu MUSZĘ Cię zobaczyć, porozmawiać z Tobą. inni myślą, że jestem silna. uśmiecham się, czy coś. żartuje jak zawsze. ale wiecie, to cholernie rozpierdala mnie od środka. zanim Cię poznałam, gdyby ktoś zapytał o "wszystkich facetów mojego życia", wymieniłabym dwóch. ale teraz, dzisiaj, wypowiedziałabym tylko Twoje imię. boże, to chyba niezdrowie kochać tak bardzo.

poniedziałek, 4 lipca 2011

gdy było do siebie nam bliżej niż blisko...

To może przypadek,                                  Uśmiechasz się dziwnie                                  Dzielimy złą ciszę
że znów się widzimy                                  Inaczej niż wtedy                                             obcymi słowami
Patrzymy na siebie                                    Gdy było do siebie                                          Ty serce masz chłodne
w spokojnej udręce                                   Nam bliżej niż blisko                                        I chłodne masz ręce
Spojrzenia spłowiały                                 To było niedawno                                           Za chwilę pójdziemy
Przez lata i zimy                                          a mówi się kiedyś                                            Innymi drogami
Dziś tylko się znamy                                 Dziś tylko się znamy                                       Bo tylko się znamy,
Nic więcej...                                                To wszystko...                                                 Nic więcej...

~ Janusz Kofta - Już tylko się znamy        
 
Lubię ten wiersz.
wiesz. jesteś okropny. mówisz 'kocham'. potem cisza, przez ponad tydzień. usprawiedliwienia. brak czasu. praca, praca, praca. jakiś dołek? brak środków na koncie. na myśl przychodzi mi jedno - TY MI TU NIE PIERDOL.
rozsądek podpowiada mi, że możesz mnie wyniszczyć - co, jeśli to wszystko kłamstwa, ahh, tyle niejasności, zawiłości, tego jest stanowczo za dużo, wiesz. ale brnę w to gówno dalej. po prostu. mogę sobie wmawiać, że jest inaczej, już prawie mi się udało, ale kiedy usłyszałam Twój głos w słuchawce telefonu. Ty i ja, to takie naturalne?
MASZ MNIE. uświadom to sobie w końcu.
 
...a ja pod spojrzeniem Twoim jestem miękka i wiotka... idiotka. idiotka. idiotka.

wtorek, 21 czerwca 2011

noc się kiedyś skończy...

hej, Ty. jak mam rozumieć Twoje milczenie, do cholery...? może uwierzyłeś w usłyszałeś kilka bzdurnych słów, wypowiedzianych z kurwa-nie-wiem-czyich-ust?


jutro zakończenie roku. cóż. nie jest mi specjalnie żal, zobaczę się ze swoją klasą w przyszłym roku szkolnym. szczerze mówiąc? nie obchodzi mnie to kompletnie. moje plany są takie: wyglądać jutro zajebiście. tylko tyle. i tak Cię nie spotkam, więc nie wiem po co mi to.

do cholery. ja wiem, że dałabym radę... że mogłabym przeżyć bez Ciebie, ale ja nie chcę, rozumiesz? po prostu nie chcę. wiesz czego chce? żebyś się odezwał, napisał cokolwiek, choćby "zostaw mnie w spokoju", żeby wszystko było jasne...

wiem, że tak tego nie zostawię. zadzwonię do Ciebie, wiesz, ale cholernie się boję. wiem, że kiedy usłyszę Twój głos...

po prostu jesteś mi zajebiście do szczęścia niezbędny.

L o v e, love love. What is it good for?
Absolutely nothing.

piątek, 17 czerwca 2011

ryzykuj.

jakiś czas temu zrozumiałam jedną, zajebiście ważną rzecz. na prawdę warto ryzykować. jestem z siebie dumna, z tego że miałam odwagę zadzwonić. wyrzucić to z siebie. i umówić się na jutro...? cholera. jutro największy test. ale niech się dzieje co chce. jeśli nie wyjdzie, przynajmniej będę miała tego świadomość.

cholera, nie rozumiem Cię kompletnie. zależy, nie zależy, zależy, nie zależy? może po prostu boisz się sparzyć, przejechać... spierdolić. w zasadzie to rozumiem. tylko. nie chcę sobie robić nadziei. też nie chcę się rozczarować, wiesz? ale trudno. już postanowiłam, postanowiłam że najwyżej wyjdę na słodką idiotkę. trudno.

ale jeśli uznasz, że lepiej, abyśmy zostali przyjaciółmi, to spoko.
kurde? mówisz to z takim spokojem? znowu dylemat. zależy, nie zależy, zależy, nie zależy? cholera. to trudne, wiesz?

zrobiłam wszystko co mogłam, co nie przekroczyło granicy 'narzucania się'. teraz Twój ruch, Dziubku.

...i nie zapomnę sobotniej nocy, kiedy cholernie upita, o trzeciej nad ranem, śpiąc w jednym łóżku z koleżanką, powtarzałam dupek dupek dupek co za dupek! nie bądź naiwna, nie bądź kurwa cipką. ja pierdole, jaki dupek. dupek dupek dupek. 
zasnęłam chyba ze zmęczenia, wiesz, ale nawet tamtej nocy musiałeś mi się przyśnić.

Całkowicie niewiadome jest mi to, jak mogę tak cholernie i intensywnie tęsknić za Tobą - osobą, którą tak słabo i tak krótko znam...

piątek, 3 czerwca 2011

miłość zabija.

miłość zabija. wiem to dopiero dzisiaj...

Moje najlepsze miejsce na świecie jest gdzieś pomiędzy Twoim prawym, a lewym ramieniem...
Można pokochać w tydzień? Miesiąc? Można? Można. Można w ciągu kilku krótkich chwil uświadomić sobie, że zależy nam na kimś i lubimy kogoś trochę za bardzo, niż powinniśmy...
Nie wiem co robić. Znowu. Tęsknię. Robię sobie wolne od szkoły, od ludzi. Leżę w bezruchu na podłodze i zastanawiam się jak nazwać to, co do Ciebie czuję. Zauroczenie? Nie, nie sądzę. Nie idealizuję Twojego wizerunku w mojej głowie. Cholera, no. Zaufałam Ci, nie spierdol tego. Trudno - najwyżej się rozczaruję. Pozostaje jeszcze jedna kwestia - czy Ty też to czujesz...?

Budzę się w nocy o 1.11
Tymbark mi nie pomaga. "Trzymaj mnie mocno!".

Nie ogarniam?

sobota, 7 maja 2011

miesiąc.

Minął miesiąc. ja pierdole?

To zabawne wmawiać sobie, że Cię nie kocham. boję się pająków, węży, utraty bliskich. i miłości. bycia szczęśliwym? być może. wmawiam sobie, że wmówiłam sobie miłość do Ciebie. żałosne. wiesz... kilka dni temu, na wagarach, kiedy dowiedziałam się, że ona kręci się koło Ciebie, cały świetny humor wyparował. 
- no ale dlaczego tak cię to denerwuje? - pytanie koleżanki. przez chwilę zaniemówiłam, gapiłam się na nią, a kiedy łzy napłynęły mi do oczu, szybko odwróciłam się w drugą stronę.
Wiesz. mogę śmiało powiedzieć, że jesteś najważniejszym facetem w moim życiu. 

Potoki mają swe łoża -
I mają granice morza
Dla swojej fali -
I góry, co toną w niebie,
Mają kres dany dla siebie,
Nie pójdą dalej!

Lecz serce, serce człowieka,
Wciąż w nieskończoność ucieka
Przez łzy, tęsknoty, męczarnie
I wierzy, że w swoim łonie
Przestrzeń i wieczność pochłonie


I niebo całe ogarnie.
 Asnyk Adam, Bez granic

czwartek, 5 maja 2011

powrót do przeszłości.

ja go nie kocham. - rozum
nieprawda. - serce

Kilka dni temu nawiązałam kontakt z przyjacielem z dawnej szkoły. w zasadzie to on napisał do mnie. miło. opowiedziałam mu Twoją historię, wiesz? naszą. to zabawne. on jest pewniejszy moich uczuć do Ciebie niż ja sama. a co najlepsze, to wszystko, co dla mnie jest "niejasnościami", dla niego jest dowodem Twoich uczuć. innych...

Tak, jestem cholernie zazdrosna o nią. o nie... sposób w jaki na ciebie patrzą doprowadza mnie do szału. a sposób, w jaki patrzą na mnie? ahh. miło, miło.


Pewien mężczyzna o zachodzie słońca wybrał się na spacer opustoszałym brzegiem morza. Nagle zobaczył jakiegoś innego mężczyznę, który wciąż się schylał, podnosił rozgwiazdy wyrzucone przez morze i wrzuca je z powrotem do wody:
- Co robisz? - zapytał mężczyznę
- Był odpływ i morze wyrzuciło te rozgwiazdy na brzeg więc jeśli nie wrzucę ich do morza umrą z braku tlenu.
- Ale przecież rozgwiazd jest na tej plaży tysiące a takich plaż setki. W żaden sposób nie uratujesz wszystkich. Nie sądzisz więc, że to co robisz nie ma znaczenia? Mężczyzna uśmiechną się, schylił się po kolejną rozgwiazdę i wrzucił ją do wody mówiąc:
- Ma znaczenie dla tej.

niedziela, 1 maja 2011

jesteś potrzebny.

jesteś potrzebny. to chore, ale nie wiem w jaki sposób Cię potrzebuję. nie wiem kim chcę, byś był dla mnie. nieważne.. po prostu bądź. nawet nie wiesz jak ważny dla mnie jesteś. nie wiesz nawet ile mi dajesz, jak bardzo pomaga mi sama Twoja obecność. to chore, że kończymy za siebie zdania?
rozumiem, że nie powinnam wymagać zbyt wiele.. może się tego boję. tak więc pozostaje mi zadowalać się być-może-kilkoma-krótkimi-rozmowami-w-ciągu-dnia i być-może-godzinnymi-nie-mogącymi-się-zakończyć-rozmowami-na-gg. tylko, że teraz nie ma nawet tego. coś się urwało, whatever?

Nie chcę być
tylko niepotrzebnym i nieważnym
urywkiem Twojego życia.

 pewnie znowu wszystko spierdoliłam. pewnie poczułeś, że coś jest nie tak. jasne, że poczułeś.

- co się stało?
- nic.

a potem myślisz, że Ci nie ufam, że mam przed Tobą jakieś tajemnice i jest Ci przykro..

- po prostu nie chce mi się o tym rozmawiać. rozumiesz?
- rozumiem. rozumiem.
- nie martw się, nie chodzi o Ciebie.

zaprzeczam sama sobie. chodzi, cholera jasna, o Ciebie. nie wiem, niby jest dobrze, przyjaźń damsko-męska.. ale tak jakbym oczekiwała czegoś więcej. śnisz mi się po nocach, najlepsze i najgorsze zakończenia naszej znajomości.

to męczące. nie mogę wytrzymać sama ze sobą. a teraz siedzę tu jak ostatnia idiotka i widzę, że jesteś dostępny, i wiem, że nie napiszę, i zastanawiam się cholera dlaczego. tyle niejasności, sprzeczności...

powiedz mi, czy ja jestem dla Ciebie ciężarem?

Coś nowego.

TUTAJ będzie coś nowego. Coś innego. Pamiętnik? Być może.
Jedna wielka przebudowa.
Można usunąć z linków, to już nie jest blog z recenzjami.
Pozdrawiam, Nowa właścicielka tego adresu.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Podsumowanie miesięczne nr 5: Lipiec (2 recenzje)

Książki zrecenzowane: 1
Łączna ilość stron zrecenzowanych pozycji: 320

Filmy zrecenzowane: 1
Inne wpisy: 0


Jest lepiej niż w poprzednim miesiącu. Chyba powoli wracam. Powoli. ;)

piątek, 30 lipca 2010

Debbie Macomber - „Rezydencja nad urwiskiem”

Opis: Zatoka Cedrów Cedar Cove to malownicze miasteczko nieopodal Seattle.
Mieszkańcy kochają się, zdradzają, nienawidzą się i rozchodzą jak wszędzie na świecie. Mają swoje historie, swoje sekrety. Tylko że tutaj nikt nie jest anonimowy. Ktoś zawsze pomoże ci rozwiązać problem, nawet gdy tego nie chcesz? Rozwód Rosie i Zacha Coksów przeszedłby w Cedar Cove bez większego echa, gdyby nie kolejny kontrowersyjny werdykt Olivii Lockhard, miejscowej sędziny. Przyznała Rosie i Zachowi wspólną opiekę nad dziewięcioletnim synem i piętnastoletnią córką, jednak zastrzegła, że dzieci nie będą mieszkać na zmianę u jednego z rodziców. Pozostaną w należącej do Coksów rezydencji nad urwiskiem, gdzie Rosie i Zach będą się pojawiać w dniu swoich dyżurów. Ta decyzja zmusza skłóconą parę do ścisłej współpracy.

Liczba stron: 320
Recenzja: nr 20 :)

Książka wygrana u Skarletki. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Debbie Macomber i jej twórczości, tak więc prawdopodobnie gdyby nie ta odrobina szczęścia - nigdy nie miałabym w swoich rękach "Rezydencji nad urwiskiem".


Na początku książki poznajemy mieszkańców Ceder Cove. Trochę mi przeszkadzało to, że w każdym następnym z pierwszych rozdziałów pojawia się dwóch czy trzech nowych bohaterów, bo później trudno jest się we wszyskim połapać.

„- Jak to zrobiłeś? - spytała miękko. - Jak zdołałeś wybrać najwłaściwszą chwilę, by podpatrzeć kobiece serce?
Pochylił głowę, jakby nie zrozumiał pytania, ale Maryellen wiedziała, że pojął je doskonale. Kochała Katie tak bardzo, że jej widok na chwilę wstrzymał bicie jej serca. I właśnie ten moment Jon utrwalił.”

Wielu bohaterów ma za sobą jakąś przeszłość, która kładzie się cieniem na teraźniejszości i utrudnia życie.
Zach i Rosie wzięli rozwód (przez głupstwo), jednak z powodu kontrowersyjnego werdyktu miejscowej sędziny są skazani na ścisłą współpracę między sobą. Muszą stawić czoło zbuntowanej córce. Omawiając wspólnie wszystkie sprawy związane z wychowaniem dzieci i rachunkami, na nowo zbliżają się do siebie.

Autorka ma trochę początkujący styl. Są takie momenty, w których wszystko dzieje się za szybko. Ucieka. Nie mniej jednak dobrze bawiłam się przy czytaniu tej książki, sprawdziła się w czasie podróży i podczas wygrzewania się na słoneczku. ;)
Zakończenie - jak można się łatwo domyślić - szczęśliwe, choć autorka nie zakończyła wszystkich wątków, w tym śledztwa, którego byłam ciekawa. Może to być zapowiedź kolejnej części.

poniedziałek, 5 lipca 2010

„Zło” (2003) - dramat

Gatunek: Dramat




Reżyseria: Mikael Håfström
Scenariusz: Mikael Håfström, Hans Gunnarsson (więcej...)
Premiera: 4 lutego 2005 (Polska) 2005-02-04 16 maja 2003 (Świat) 2003-05-16
Produkcja: Dania, Szwecja
Muzyka: Francis Shaw
Zdjęcia: Peter Mokrosinski
Na podstawie: Jan Guillou "Ondskan" (powieść)
Dystrybucja: Kino Świat
Inne tytuły: Evil
Ondskab


16-letni Erik bity w domu przez ojczyma wyżywa się na szkolnych kolegach. Kiedy zostaje wyrzucony ze szkoły matka zapisuje go do internatu w Stjärnsberg. Jednak nawet temu miejscu daleko jest do ideału - panuje tam "duch koleżeństwa", "koleżeńskie wychowanie" w które święcie wierzą nauczyciele. Tak naprawdę starsi uczniowie brutalnie znęcają się nad młodszymi i oczekują od nich posłuszeństwa i szacunku. Erik nie ma zamiaru się podporządkować.





"Zło" to brutalny film o źle wykorzystywanej władzy i wymuszaniu szacunku. To także film o silnym i niezłomnym charakterze. Erik Ponti przewyższa swoich starszych kolegów nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Nie jest tchórzem, "szczurem", choć takie dostał przezwisko, gdy zachował zdrowy rozsądek i nie stawił się na placu. To inteligentny chłopak, który potrafi kochać. I potrafi być prawdziwym przyjacielem.


Oglądałam ten film dwa razy i wciąż na nowo mnie zaskakuje, na nowo budzi emocje, na nowo poraża brutalnością. Zakończenie jest moim zdaniem bardzo dobre - zostawia widza sam na sam ze sobą, pozwala się wyciszyć i oddać przemyśleniom - bo koło "Zła" nie da się przejść obojętnie.

Ocena: 10/10 - to trzeba zobaczyć!

piątek, 2 lipca 2010

Podsumowanie miesięczne nr 4: Czerwiec (1 recenzja!)

Książki zrecenzowane: 1
Łączna ilość stron zrecenzowanych pozycji: 288
Inne wpisy: 1


Aż żal robić to podsumowanie, spóźnione zresztą, bo jeszcze bardziej się pogrążyłam. Przeczytałam jedną książkę w czasie 30-dniowego miesiąca. Masakra. Gdyby tego było mało - zaniedbałam zarówno Wasze blogi jak i swój. I chyba nawet nie mam nic na swoją obronę. Przyznaję, że przez chwilę myślałam o kasacji bloga, ale jednak tego nie zrobię. Za jakiś czas znów założyłabym nowy. ;) Trochę dziwnie się czuję, bo dawno mnie tu nie było.
A kysz, Leniu!


sobota, 5 czerwca 2010

Nicholas Sparks - „List w butelce”

Opis: Teresa, znana dziennikarka, podczas wakacji na Cape Code znajduje na plaży butelkę, a w niej wzruszający list miłosny napisany do zmarłej żony przez mężczyznę o imieniu Garett. Przejęta do głębi wymową listu, pragnie poznać człowieka, który potrafi tak mocno i wiernie kochać.
Autor o swojej książce: „Uważam List w butelce za historię bardzo osobistą. Źródłem inspiracji były losy mojego ojca, kompletnie zdruzgotanego po śmierci mojej matki. List w butelce stanowi studium konfliktu uczuciowego, jaki przeżywał ojciec, a mianowicie czy można zakochać się ponownie po utracie prawdziwej miłości.”
Liczba stron: 288

Recenzja: nr 19

Od dawna planowałam zaczęcie przygody z tym autorem. W końcu zaczęły męczyć mnie czytelnicze sumienie i udałam się do biblioteki. Niestety (a może i stety?), książki, od której chciałam zacząć, nie było. Sięgnęłam po „List w butelce”. Czy był to dobry wybór?



Początek był mi już znany z filmu, który pamiętam dość niewyraźnie, tak więc - na szczęście - wszystko po za kilkunastoma pierwszymi stronami było dla mnie nowe. List, który pewnego dnia Teresa znalazła na plaży, mógł więc zaintrygować i wzruszyć także mnie.

Teresa wiedzie życie samotnej matki. Kevin, jej syn, wyjeżdża do ojca w określonych przez sąd terminach. Teresa nie myśli o randkach - do tej pory jedną z największych przeszkód był jej syn. Mężczyźni, z którymi się umawiała, nie chcieli angażować się w taki związek. List, który znajduje pewnego ranka, wzrusza ją. Chce poznać mężczyznę, który potrafi być wierny i kochać tak mocno.

Garret nie spotyka się z nikim od śmierci żony. Wiedzie życie samotnika, a jedyną osobą, z którą regularnie widuje się po pracy jest jego ojciec - on też stracił kiedyś żonę. Nie potrafił się z tym pogodzić, a wszystko to obserwował dorastający Garret.

Pewnego dnia Garret dostrzega kobietę przyglądającą się "Happenstace". Kobietę, która odmieni jego życie. Spotkanie tych dwojga zaowocuje ogromną miłością.



„- Będę liczył dni. Tym razem przywieziesz ze sobą
Kevina?

Kiwnęła głową.

- To dobrze, chcę go poznać. Jeśli jest choć trochę do ciebie
podobny, to na pewno się dogadamy.

- Nie wiątpię.

- Do zobaczenia. Cały czas będę myślał o tobie.

- Naprawdę?

- Oczywiście. Już o tobie myślę.

- Tylko dlatego, że siedzę ci na kolanach.”



Garret będzie musiał zmierzyć się z trudnymi pytaniami...

Czy można pokochać kogoś po utracie prawdziwej miłości? Jak poradzić sobie z pojawiającym się uczuciem winy i wciąż powracającymi wspomnieniami? Jak pozbyć się bólu? Jak pogodzić się ze śmiercią ukochanej? Jak ułożyć sobie życie, kiedy od siedmiu lat żyje się przeszłością?

Jest zabawnie, intrygująco, są cienie przeszłości, ogromne uczucia, dobrze wykreowane postacie, świetny pomysł na fabułę, jest także wzruszająco. Czy można chcieć czegoś więcej? Radzę zaopatrzyć się w dużą ilość chusteczek higienicznych. Mi były potrzebne w ostatnim rozdziale...

PS: Chyba dołączę do fanek Sparksa.

wtorek, 1 czerwca 2010

Podsumowanie miesięczne nr 3: Maj (4 recenzje)

Maj:

Książki zrecenzowane: 4 (w tym przeczytanych w tym miesiącu: 3)
Łączna ilość stron zrecenzowanych pozycji: 1072 (w tym przeczytanych w tym miesiącu: 832)
Inne wpisy: 2

Maj nie był dobrym miesiącem jeśli chodzi o czytelnictwo. "Obudziłam" się dopiero w połowie tego miesiąca, wcześniej pisałam pamiętnik i opublikowałam jedną starą recenzję. Cieszę się, że udało mi się zapoznać w końcu z dawno planowanym "Dziennikiem Bridget Jones". I to chyba jedyny plus. ;)

piątek, 28 maja 2010

Sandra Paretti, Susanne Scheibler - „Płomienny ptak”

Opis: Inga, egocentryczna i kapryśna, szukająca poklasku i uwielbienia, czując się zaniedbywana przez męża, dużo starszego od niej naukowca, szuka szczęścia w ramionach kochanka. Marzą z Erykiem o wspólnej przyszłości. Sara, dziewiętnastoletnia córka Ingi, nie wiedząc, że matka od kilku lat jest związana z Erykiem, traci dla niego głowę, on także bez pamięci zakochuje się w dziewczynie. Ta sytuacja dla wszystkich okaże się brzemienna w skutki...
Liczba stron: 256
Recenzja: nr 18

Skusiłam się na tę książkę, ponieważ zainteresował mnie opis. Spodziewałam się trudnych decyzji, dramatu, sprawiającej ból miłości. Jednocześnie byłam ciekawa zachowania Ingi i Eryka, a przede wszystkim - Sary. Niestety, trochę się rozczarowałam.

Na początku czytanie szło mi opornie. Styl trochę mi przeszkadzał. Takie uważanie, by nie powtórzyć wyrazu i szukać na siłę innego, co czasem miało odwrotne skutki i kojarzyło mi się z polonistą, przestrzegającym wciąż, by nie powtarzać słów. Na szczęście nie jest to aż tak rażące i da się przyzwyczaić.

Autorki wybrały sobie trudny temat pełny uczuciowych rozterek, ale nie do końca umiały sobie z nim poradzić. Na pozór wszystko było w porządku, jednak jeśli przyjrzeć się głębiej... w niektórych miejscach zachowania bohaterów były sztuczne i nienaturalne. Najbardziej dotyczy to Ingi, poważnie chorej kobiety. Nie jestem wybitną znawczynią ludzkiej natury, acz niektóre fragmenty były dla mnie dziwne.

Inga urodziła się po to, by być kochaną. By zawsze dostawać to, czego pragnie, nawet o to nie prosząc. Nie umiała dziękować. We wszystkich widziała wrogów, jednak to ona sama była swoim największym. Powoli niszczyła samą siebie. Autorki jednak omówiły ten temat - zresztą jak każdy inny - dość powierzchownie.

Nie żałuję przeczytania „Płomiennego ptaka”. Nie rzucił mnie on też na kolana. To bardzo przeciętna książka, a szkoda, bo po opisie spodziewałam się czegoś więcej.


„- Pamiętasz, jak się bawiliśmy w posypywanie jeziora gwiazdami? - zagadnęła, a ojciec skinął w myśleniu.
Zebrała kilka kamyczków i wrzuciła jeden za drugim do wody. Krople pryskały w górę, a w miejsce kamienia pojawiały się drobne kręgi. W promieniach zachodzącego słońca wyglądało to rzeczywiście tak, jakby w wodzie
rozbłyskiwały gwiazdy.”